Znowu panowie zapominacie o zakresach stosowania. To nie jest tak, że ekonomia jest głupia. Ale to jest tak, że ekonomia jest głupia, gdy zajmuje się nią praktycznie całe społeczeństwo, które tym samym nie ma czasu na nic innego, ba, często istnienia tego "czegoś innego" nie jest w ogóle świadome. To nie jest też tak, że wiara w starca oceniającego ludzi i w zależności od ich ziemskich uczynków i swojego widzimisię gwarantującego im pośmiertne wygody lub męki jest głupia - ma na przykład dla wielu istotne znaczenie psychologiczne. Ale jeśli ta wiara promowana jest nachalnie na jedną jedyną, jeśli dominuje w społeczeństwie i deprecjonuje inne światopoglądy, a na dodatek żeruje ekonomicznie na innych, bardziej produktywnych obszarach ludzkiej działalności - to już jest czysta głupota, bo warunkiem rozwoju jest dynamika, różnorodność, otwarcie na świat (rozumiane w wielu aspektach).
Nie ma nauki bez religii i ekonomii. Te ostatnie, naturalnie, powinny występować nie w nauce, jak parę "mądrych" głów chce nam wmówić, a w odpowiednich miejscach w strukturze społecznej i w odpowiednich proporcjach. Problem ze współczesnym państwem polskim polega na tym, że te proporcje i miejsca zostały w ostatnim 20-leciu skrajnie zaburzone na korzyść tych czynników, o których wiadomo, że nie gwarantują rozwoju cywilizacyjnego, lecz jedynie zapewniają (i to też nie zawsze) utrzymanie status quo.
Co więcej, w efekcie działań z ostatnich lat dosłownie wymordowano jedno pokolenie polskich fizyków, chemików i matematyków. Nie ma ich. Tak zupełnie zwyczajnie nie istnieją. I już ich nie będzie, nawet gdyby teraz popłynął strumień złota. Jest więc pewne, że w polskiej nauce także za kolejnych 20 lat nie będzie mentorów, prowadzących swych młodszych kolegów. Innymi słowy, w III RP polską naukę uwalono mniej więcej do 2050 roku - dopiero wtedy (i przy wielce wątpliwym założeniu, że jakimś cudem banda politycznych oszołomów wpadnie teraz na pomysł promowania polskiej nauki) zacznie zanikać dziura pokoleniowa. Fajne? Któryś polski "medialny autorytet" może martwi ta nachalna propaganda ekonomiczna czy religijna? Ależ skąd...
Zabawne w tym jest to, że ci nasi wspaniali politycy - proszę wybaczyć czasownik, nie przychodzi mi do głowy nic lepszego - pieprzą co chwilę kolejne głupoty, zajmują się kolejną historią, kolejnym wytykaniem jeden drugiemu braku w patriotyzmie czy religijności, a sami uwalają państwo polskie na wiele dziesięcioleci - bo o tym, jaki wpływ ma nauka na rozwój współczesnych społeczeństw, naprawdę nietrudno się przekonać, wystarczy popatrzeć, jak tę potraktowano w Japonii, Korei czy Chinach.
Bawi mnie więc szalenie, gdy nasi politycy z ław sejmowych jeden drugiemu zarzucają zdradę narodową, podczas gdy praktycznie wszystkich posłów i senatorów III RP należałoby postawić przed Trybunałem Stanu za to, co zrobili z czynnikiem decydującym o dynamice rozwoju kraju - czyli z nauką właśnie. Uwalić kraj na lekko licząc półwiecze i mieć przy tym tak doskonałe samopoczucie - ten poziom głupoty możliwy jest chyba tylko w Polsce.