Szkoda byko, że nie streściłeś arta z Świata Nauki. Otóż w nim chodzi o to, iż budujemy taki ,,jonowy załogowy ciągnik kosmiczny", który po starcie, przez długi czas wznosi się z LEO na HEO, Gdy dotrze do celu, dociera do niego załoga (np. Orionem) i za pomocą silnika ten statek ,,spuszcza" się w grawitacyjne pole Ziemi, by dostać przyśpieszenia grawitacyjnego (takiego kosmicznego kopniaka, przykład Voyagery i Jowisz, oraz przeloty Rosetty i Galileo koło Ziemi). Po kopniaku statek kierowany opuszcza okolice Ziemi kierowany jest jest np. do punktu Langrangea, Księżyc, planetoidy czy Marsa. Cały czas pracują silniki jonowe, które w razie jakiejś potrzeby (np. awarii) mogą sprowadzi statek na trajektorię powrotną na Ziemię. Jednak gdy jest OK statek z załogą dociera do celu. Podczas powrotu statek (część silnikowa i moduły mieszkalne) wchodzą powoli na HEO zaś ludzie w kapsule Oriona wracają na Ziemię. W międzyczasie dokonywane jest uzupełnianie paliwa jonowego (może chemicznego, tego dokładnie już nie pamiętam).
Autorzy arta wyliczyli że takie loty są tańsze niż w scenariuszu Direct (jak chciałby Zubrin) czy to do planetoid, Ksieżyc czy Marsa.
Otóż prędkości do opuszczenia Ziemi dostarcza sama nasza planeta, wystarczy tylko w najbliższym powierzchni punkcie przelotu odpalić silniki chemiczne na pewien, krótki czas. Ten sam statek służyłby do wielu lotów, więc nie trzeba od nowa budować statku ino wsiadać do już używanego tak jak o stacji kosmicznej. Poza tym taki statek nie trzeba budować w wersji docelowej. Autorzy proponują stopniowo budowę kolejnych, coraz bardziej potężniejszych statków, które służyłyby do coraz dalszych lotów. A w razie nieoczekiwanych cięć finansowych NASA nie musi od nowa formułować swych celów badawczych, ale wykorzystać technologię którą już ma, i np. odwlec z lotami na Marsa np. 10 lat a w tym czasie odwiedzać planetoidy czy Księżyc.
Powiem nawet, że taki scenariusz bardziej mi się podoba niż budowanie stacji w punkcie libracyjnym, bo takim statkiem zawsze można gdzieś dolecieć, a nie tkwić w jednym punkcie.